Ponoć trwają prace nad nowym prawem dotyczącym rynku sztuki - co z tym ma wspólnego Kissinger’s famous remark?

W cotygodniowych tekstach w Rzeczpospolitej Janusz Miliszkiewicz od lat apeluje, aby na nowo ułożyć relacje między prywatnymi kolekcjonerami a publicznymi muzeami. Wiele uwagi poświeca kwestii uregulowania od strony prawnej zawodu eksperta, będącego na styku między wskazanymi środowiskami. Spraw do uregulowania jest sporo, między innymi: kwestie podatkowe, warunki funkcjonowania prywatnego muzealnictwa, korzystanie z pomocy publicznej, sprawy obrotu zbiorami kolekcjonerskimi, kwestie dziedziczenia, zagadnienia digitalizacji i lista jest szeroka. Co z tym ma wspólnego sławna uwaga wspomnianego w tytule Henryka? Otóż ponoć zadał on przed laty pytanie o telefon do ministra spraw zagranicznych Europy, aby o sprawach globalnych porozmawiać. Unia Europejska już ten problem rozwiązała, ale niestety środowisko kolekcjonerskie nie dopracowało się stworzenia jednolitej reprezentacji wobec agend rządu RP, więc nie wiem kto siedzi po drugiej stronie stołu, w trakcie rozmów o tych ważnych dla ochrony i upowszechniania dziedzictwa narodowego sprawach.