Zajrzeć za aukcyjny "horyzont zdarzeń"

Nie, nie chodzi o teorię Stephen’a Hawking’a; zaraz wyjaśnię, o co biega. Stan gospodarki ma wpływ na zainteresowanie sztuką, nic nowego, już to ćwiczyliśmy, ale teraz jest jedno ALE. Negatywne de facto depozyty bankowe spowodowały pojawienie się na rynku wolnej gotówki, szukającej bezpiecznej przystani. Zauważyły to trafnie, za co im chwała, domy aukcyjne i rynek eksplodował ofertą. Jednak do sprawy wmieszał się Mr Covid, w efekcie mamy więc wyłącznie aukcje on line, ze wszystkimi tego plusami i minusami. A minus zasadniczy jest taki, że przysłowiowym „horyzontem zdarzeń”, za który potencjalny nabywca dzieła nie sięga, stał się monitor, a na nim jakże często opisy nader skąpe, brak info o proweniencji, o ekspertyzach nie wspomnę. Oczywiście są też chlubne przykłady obfitych informacji. Pojawiają się w necie komentarze do niektórych pozycji na aukcjach, więc nic nowego nie proponuję, twierdzę tylko, że nigdy taki fachowy, nawet wstępny ogląd, ostrożny, ale pomagający zerknąć za „horyzont zdarzeń”, nie był kolekcjonerkom i kolekcjonerom bardziej potrzebny.