Nie zgadzam się z Januszem Miliszkiewiczem w kwestii hossy i cen wywoławczych!

Triumfalistyczny tytuł artykułu w Rzeczpospolitej z 29.04.21 Przedłużyć kolekcjonerską hossę wymaga reakcji. Żeby mówić o hossie trzeba ją zdefiniować, czyli określić indeksy w oparciu o które możemy użyć takiego określenia. Takie indeksy są stosowane na rynku kapitałowym i potwierdzaja hossę, jeśli mamy do czynienia z długotrwałym wzrostem cen akcji. Brak takich indeksów na rynku aukcji sztuki! Jedyny podawany w artykule wskaźnik dotyczący malarstwa, czyli skala obrotów, to zbyt mało, aby mówić o hossie. Wzrost obrotów może być także dowodem bessy. Jednostkowe przyklady wzrostu ceny numizmatów trzeba odnieść do całej oferty z danej aukcji. Od lat zachęcam do merytorycznej dyskusji w tej ważnej dla aukcjonariuszy i kolekcjonerów sprawie. Pod uwagę musi być brana skala oferty, relacje cen wywoławczych do sfinalizowanych, czyli pozycji wykupionych, a nie jedynie "przybitych", trzeba uwzględnić wartość pieniądza w czasie, w tym inflację. Nie ma racji autor twierdząc, że mamy do czynienia z "niedoszacowaniem ekspertów", jak rozumiem chodzi o zbyt zdaniem autora niskie ceny wywoławcze. Jednostkowy przywołany przykład "Prządki" o niczym w skali makro nie świadczy. Od roku wyliczam na wybranych aukcjach indeks PIAST2 (vide dół strony), czyli porównanie sumy cen wywoławczych do zrealizowanych. Zdecydowanie przewarzają aukcje, na których wyceny dokonywane przez akcjonariuszy (ekspertów) były wyższe niż oczekiwania potencjalnych nabywców (kolekcjonerów). Sporo danych w tej sprawie ma Onebid, byłoby dobrze dla rynku gdyby zechciał je upowszechnić.