Mój komentarz do ważnego tekstu - ciekaw jestem Waszej opinii!

W czasopiśmie „Ochrona Zabytków” 1/2026 ukazał się tekst autorstwa Katarzyny Zalasińskiej i Moniki Bogdanowskiej Dogonić żółwia. Społeczna opieka nad zabytkami jako filar nowego systemu ochrony dziedzictwa kulturowego w Polsce.  POBIERZ  Autorki sygnalizują, obok zawartej w tytule kwestii społecznej opieki, fundamentalne sprawy dotyczące stanu i perspektyw ochrony zabytków w Polsce. Wierzę, że artykuł wzbudzi debatę, do której z racji moich społecznych zainteresowań kulturą, w tym zabytkami, chcę się dopisać. Z wielu wątków wartych dyskusji chcę się skupić na trzech: stanie wiedzy o zabytkach, uspołecznieniu ochrony zabytków oraz dolach i niedolach prywatnych właścicieli zabytków.

Autorki piszą: „określenie nowego kierunku wymaga zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji – w szczególności krytycznej oceny skuteczności działania obowiązujących przepisów”. Umyka jednak uwadze Autorek równie ważna kwestia, jaką jest rzetelna analiza stanu naszej wiedzy o zabytkach, a trudno bez niej układać plany. Dopiero bowiem, nie w tekście artykułu, ale w 48. przypisie (str. 20) pojawia się zapis: „Stan wiedzy o zasobie zabytkowym w Polsce jest zły. Wiele obiektów, które mają karty ewidencyjne, dawno przestało istnieć”. Pobieżny przegląd kart dotyczących powiatu nowosądeckiego, czyli terenu kiedyś podległego jednej z Autorek, potwierdza tę opinię. Dalej czytam w przypisie „Przeprowadzenie ogólnopolskiej ewidencji staje się dziś największym wyzwaniem”. Autorki zdają sobie więc sprawę, że opieranie się na danych zawartych w rejestrze zabytków oraz wojewódzkich (WEZ) i gminnych ewidencjach zabytków (GEZ) nie daje podstaw do wyciągania uzasadnionych wniosków. Zapowiadano jeszcze Krajową Ewidencję Zabytków, o której od lat cisza. W tym kontekście nie budzi zaskoczenia propozycja: „papierowa ewidencja wojewódzka i rejestr zabytków muszą zostać zastąpione przez prowadzoną w formie cyfrowej Centralną Bazę Danych o Zabytkach” (str. 20). Ale czy do niej ma trafić „bałagan” z ewidencji oraz rejestru i ma być dalej podstawą do budowania planów? Do sprawy Autorki powracają w innym kontekście na końcu artykułu, pisząc o konieczności reformy „instytucji gminnej ewidencji zabytków, która powinna ewoluować w kierunku rejestru zabytków o znaczeniu lokalnym, działającego równolegle z rejestrem wojewódzkim” (str. 22). Taka – przyznajmy radykalna zmiana – piszą dalej „pozwoli uporządkować prowadzony od 1928 roku rejestr zabytków poprzez pozostawienie w nim obiektów o ponadprzeciętnej wartości, a przeniesienie do rejestrów lokalnych obiektów o znaczeniu regionalnym”. Jeśli dobrze rozumiem, Autorki proponują likwidację gminnych i wojewódzkich ewidencji poprzez zastąpienie ich „lokalnymi rejestrami lub wojewódzkimi rejestrami”. Nie wiem, co Autorki mają na myśli pisząc „równolegle”; mam nadzieję, że chodzi o uzupełnianie, a nie o dublowanie. Podstawą podziału ma być niezdefiniowana „ponadprzeciętność”. Jak ta propozycja ma się do proponowanej wcześniej Centralnej Bazy Danych o Zabytkach? Nie sądzę, aby ratunkiem było przepisywanie danych z jednego miejsca do drugiego, potrzebne są radykalne kroki, a skala zagadnienia jest ogromna. Autorki pewnie celowo pomijają liczby, bo przy aktualnym stanie wiedzy wszystko opiera się na szacunkach. Ale jeśli mamy rozsądnie planować, to trzeba wiedzieć, na czym się stoi. Mamy 183 pomniki historii, circa 80.000 obiektów w rejestrze zabytków, podobno ponad 200.000 tysięcy w wojewódzkich ewidencjach zabytków i – jak się szacuje – ponad pół miliona w gminnych ewidencjach zabytków. Nie znalazłem informacji, ile jest w Krajowej Ewidencji Zabytków. Jeżeli nawet niektóre dane w wojewódzkich i gminnych ewidencjach się dublują, to i tak mamy na pokładzie circa 700.000 obiektów, a o detalach zabytkowych nawet nie wspomnę. Niech ktoś mi powie, ile obiektów przypada na jednego merytorycznego pracownika ochrony zabytków od kapitana do majtka – czy bardzo się pomylę jak powiem, że około tysiąca? Zafundowaliśmy sobie, w efekcie chyba za bardzo otwartych kryteriów, ilość obiektów przekraczającą realne możliwości ochrony. W rozmowach z osobami znającymi z praktyki ochronę zabytków wnoszę, że de facto jest to reagowanie ex post, spóźniona defensywa bez aktywności prewencyjnej, do której słusznie namawiają Autorki.

Odnosząc się do propozycji Autorek, mających na celu poprawę stanu wiedzy o zabytkach, zastosuję modne pojęcie „mapy drogowej”; proponuję działania w trzech krokach:

Primo – Niech sobie Achilles bez końca goni żółwia, a my pójdźmy drogą Aleksandra, aby ten węzeł problemów rozsupłać. Zakończmy trwające już wiek łatanie, postawmy wreszcie sprawę na nogi. Zacznijmy od zbudowania logicznej struktury danych o zabytkach, uwzględniającej współczesne wymagania masowych baz danych. Zachowajmy podział na dwie kategorie: ewidencję i rejestr, bo już mają swoje ugruntowane miejsce w świadomości społecznej. Zdefiniujmy, jakie obiekty kwalifikują się do rejestru, a jakie do ewidencji, w obu kategoriach wprowadźmy dwie klasy. W ewidencji obiekty o znaczeniu lokalnym należy umieścić w GEZ, a w WEZ te o znaczeniu ponadlokalnym. Odnośnie rejestru rozwijam propozycję Autorek, aby wprowadzić Rejestr/A dla obiektów „ponadprzeciętnych” oraz Rejestr/B dla pozostałych. W efekcie mielibyśmy pięć klas zabytków: Klasa I – Pomniki Historii, Klasa II – Rejestr Zabytków/A, Klasa III – Rejestr Zabytków/B, Klasa IV – Wojewódzka Ewidencja Zabytków, Klasa V – Gminna Ewidencja Zabytków. Obiekty nie mogą się dublować, ale mogą być przesuwane w górę i dół, stosownie do ich aktualnego stanu. Do wszystkich szczebli należy przypisać odpowiedzialność stosownych urzędów ochrony zabytków oraz główne obowiązki i uprawnienia ich właścicieli (dysponentów). Oczywiście im niższa Klasa, tym mniejsze winny być obowiązki związane z uzyskiwaniem zgód konserwatorskich (Klasy I i II - zgoda, Klasa III - notyfikacja 60 dni, Klasy IV i V - notyfikacja 30 dni)! Może w ten sposób uda się powstrzymać liczne wnioski o wykreślenie z GEZ. Powyższa hierarchia wyznaczałaby także kolejność niezbędnych działań w wypadku klęsk żywiołowych oraz stanu wojny. Warto zapytać specjalistów, jak zapisać rekordy w ewidencji i rejestrze, aby modele AI uwzględniały prawidłowo perspektywę zabytków. Należy zaprojektować i upowszechnić stosowne oznaczenia dla każdej Klasy i oznakować obiekty.

Secundo – W oparciu o powyższe dokonać przeglądu i aktualizacji rejestru oraz ewidencji wojewódzkich i gminnych. Zadanie winno być wykonane w roku 2027 w oparciu o zaplanowane w ustawie budżetowej środki dla MKiDN; w tym czasie powinny być wstrzymane nowe wpisy. Warto odnotować, że w roku bieżącym dobiega końca realizacja Krajowego Programu Ochrony Zabytków i Opieki nad Zabytkami na lata 2023–2026. Jak wiadomo dokument ten, uchwalany przez Radę Ministrów, określa cele administracji rządowej oraz podległych jej służb i instytucji w zakresie ochrony zabytków i opieki nad zabytkami. To dobra okazja do podjęcia w znowelizowanym Krajowym Programie tematów zgłoszonych w omawianym artykule. Aktualny Krajowy Program liczył 144 strony; wątpię, czy tyle osób go przeczytało, jeśli tak, to ja byłem 145. Sugeruję stron kilkanaście, wedle zasady KISS.

Autorki unikają wskazania odpowiedzialnych za uporządkowanie rejestru i ewidencji; pozwolę sobie Panie w tym wyręczyć. To ustawowe zadanie MKiDN, a od strony wykonawczej winny podjąć je urzędy ochrony zabytków oraz Narodowy Instytut Dziedzictwa. Jako uzasadnienie dla powyższych działań, zapewne pracochłonnych i kosztownych, pozwolę sobie przywołać zalecenie Autorek, aby postępować zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji. Rejestry i ewidencja (wszystkie proponowane powyżej ich Klasy) winny być dokumentami, którym przysługuje domniemanie wiarygodności. Jeżeli wpis ma upoważniać do praw (np. ulgi, dotacje, etc.), ale i tworzyć zobowiązania, to muszą spełniać ten warunek.

Tertio – Jeśli uporamy się z powyższym, po zbilansowaniu zakresu prac oraz posiadanych sił i środków możemy pokusić się o rozsądne zaplanowanie, gdzie dla wsparcia urzędów ochrony zabytków skierować strumień sił społecznych, o których piszą Autorki.

Podzielam pogląd, że przeniesienie w okresie powojennym „odpowiedzialności za ochronę zabytków i opiekę nad nimi na państwo”(str. 13) i – dodam – bezpardonowe przejęcie obiektów przez państwo doprowadziło do „trwałego oddzielenia sfery działania administracji i specjalistów od społeczeństwa” (str. 13). Pozwalam sobie dopowiedzieć, że z tego powodu proszę się nie dziwić, że „w publicznym dyskursie dominuje postawa roszczeniowa, kierowanie oczekiwań do państwa, a równocześnie manifestuje się niechęć do administracji konserwatorskiej”(str. 13). Jak piszą Autorki, „rozziew między zamkniętym kręgiem teoretyków i praktyków a społeczeństwem stale się poszerza” (str. 13). To wszystko prawda, ale jest i druga strona medalu. Środowisko konserwatorskie i generalnie projektantów i historyków sztuki niechętnie, albo i lekceważąco, podchodzi do uwag i podpowiedzi sił społecznych. Nie tylko ja mam w tej sprawie niestety negatywne doświadczenia. Niech tego przykładem będzie zrealizowane w ostatnich latach, mimo społecznych uwag, zabetonowanie, kosztem zieleni, powierzchni zabytkowych fragmentów wielu miast i miasteczek. Zwalanie za ten stan winy na samorządy i inwestorów jest mydleniem oczu – każdy projekt ktoś ze strony konserwatorskiej przecież zatwierdził. Jeżdżąc po Polsce widzę, jak na wielu takich realizacjach dumnie wali po oczach tablica informująca o inwestorze i fundatorze, czyli najczęściej środkach z EU, brak za to informacji o projektancie i zatwierdzającym ze strony służb ochrony zabytków. I się nie dziwię, bo nie ma się czym chwalić. Niechaj żółw dumny z władztwa, jakie posiada nad zabytkami nadal pędzi, Achilles go nie dogoni, ale niechaj żółw czasem posłucha, co Achilles chce mu powiedzieć i na jakie przeszkody zwraca mu uwagę. Będzie to z pożytkiem dla żółwia i zabytków.

Podzielam opinię Autorek, że przywracanie władztwa dawnym właścicielom nad zabytkami jest najpełniejszą formą ich uspołecznienia. Dziękuję Autorkom za wiele ciepłych słów na temat znaczenia społecznych inicjatyw (osób fizycznych i stowarzyszeń) na rzecz ratowania dziedzictwa narodowego. Autorki ponadto wskazują na celowość rozwoju w tej sprawie dwóch form: społecznych opiekunów zabytków (SOZ) oraz społecznych instytucji pamięci (SIP).

W artykule brak podstawowych informacji na temat dotychczasowych osiągnięć SOZ i ilości osób i instytucji obdarzonych takim prestiżowym tytułem. Autorki postrzegają SOZ jako grupę elitarną, a nie masową, bowiem SOZ muszą wykazać się „specjalistyczną wiedzą, odpowiednim wykształceniem, praktyką oraz zdanym egzaminem państwowym” (str. 20). Czy wszyscy merytoryczni pracownicy ochrony zabytków też spełniają te warunki? Zgadzam się, że SOZ mogliby/mogłyby „zajmować się ewidencjonowaniem czy znakowaniem obiektów. Ważne jest też wzmocnienie działań SOZ w dziedzinie edukacji, popularyzacji i wolontariatu. Takie zaangażowanie może stanowić jedno z kół zamachowych nowego systemu” (str. 20). Moje wątpliwości, graniczące z oporem, budzi inne sugerowane zadanie SOZ: „mogliby zaś przejąć część uprawnień zastrzeżonych dla pracowników organów ochrony zabytków, na przykład w zakresie monitoringu, w tym podejmować proste czynności kontrolne” (str. 20). Sprawę SOZ ulokowałbym w kompetencjach urzędów na szczeblu wojewódzkim oraz w dużych miastach. Zachęcam także dla sięgnięcia do licznej grupy kolekcjonerów-regionalistów.

Nową formą społecznej ochrony, w szczególności zabytków ruchomych, na poziomie lokalnym mają zdaniem Autorek być społeczne instytucje pamięci (SIP), „które byłyby jednostkami organizacyjnymi prowadzącymi działalność o charakterze strażniczym, quasimuzealnym, rejestrowanymi przez wojewódzkiego konserwatora zabytków” (str. 22). Nie wiem, czy Autorki przewidują, że SIP miałyby osobowość prawną, ale jeśli kategorią tą byłyby objęte liczne muzea prywatne i pozwoliłoby im to ubiegać się o finansowanie, to podpisuję się pod tą propozycją dwiema rękami. SOP i SIP będą skuteczne, jeśli na ich uwagi, zdarza się nieprofesjonalnie sformułowane, ktoś z urzędu ochrony zabytków zechce zareagować. Podejrzewam, że 90% NGOsów ma w statutach zapisane sprawy kultury, więc mogą być sojusznikami. Niestety zlikwidowanych zostało wiele lokalnych pism, które podnosiły taką tematykę. W wielu miejscowościach zastąpiły je biuletyny lokalnych władz, koncentrujące się na sukcesach, a unikające kwestii wartych debaty.

Docieram do trzeciej sygnalizowanej we wstępie kwestii; mam nadzieję, że moi czytelnicy dotarli tu ze mną. Jest nią niestety brak odpowiadających potrzebom i klarownych zasad kierowania budżetowych środków finansowych na potrzeby ochrony zabytków. Z jednej strony bardzo trafnie Autorki komentują: „W Polsce z funduszy państwa dofinansowywane są radykalne prace restauratorsko-budowlane, odbudowy, a nawet przebudowy zabytków wpisanych do rejestru. Równocześnie brakuje środków na bieżącą inspekcję i prewencję dla tysięcy obiektów historycznych.” (str. 19). Z drugiej strony na prywatnych właścicieli zabytków nakładane są obowiązki przy ograniczonych możliwościach uzyskania dofinansowania na konieczne prace renowacyjne. Podpisuję się pod opinią Autorek na temat losu prywatnych właścicieli zabytków: „Brak wsparcia w stałej opiece nad zabytkiem, trudności w pozyskiwaniu środków na remonty, wysokie koszty utrzymywania historycznych struktur” i dalej „Opieka nad zabytkiem powinna być wspierana przez państwo w zakresie tak pomocy merytorycznej, jak i rozwiązań proceduralnych czy wreszcie pomocy finansowej (dotacje i ulgi podatkowe)” (str. 17). Niestety w praktyce potwierdza się opinia Autorek: „W powszechnym odbiorze posiadanie zabytku jest obciążeniem, nie przywilejem” (str. 16). Właściciele obiektów, w mojej opinii bardziej niż kolejnych naukowych konferencji i poradników, potrzebują rozwiązywania realnych problemów. Pozwalam sobie zgłosić trzy, które sygnalizowałem podczas znakomitego seminarium zorganizowanego przez jedną z Autorek artykułu na Uniwersytecie Warszawskim.

KATASTER. Trwają debaty nad nowym podatkiem od nieruchomości – ma nim być kataster. Czy uczestniczące w konsultacjach MKiDN bierze pod uwagę w tej kwestii los właścicieli zabytków? Pojawiła się w przestrzeni medialnej informacja o nowej inicjatywie poselskiej, zgodnie z jej założeniami wartość nieruchomości nie byłaby ustalana rynkowo, lecz na podstawie wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia jednego metra kwadratowego. Jak to będzie w odniesieniu do zabytków?

ENERGIA Bez złudzeń proszę, tu możliwy jest tylko wzrost kosztów; czy podołają mu właściciele zabytków, czy też w efekcie niedogrzania obiektów grozi im przyspieszona degradacja? Państwo stawia ograniczenia w zakresie instalacji solarów na zabytkach; słusznie, choć sugeruję większą w tej sprawie elastyczność. Ale jeśli państwo (ustawodawca i władza wykonawcza) w nadmiarze mówi NIE, to niech MKiDN rozważy, jak właścicielom koszty energii zrekompensować, aby szkody dla zabytków ograniczyć.

UBEZPIECZENIA Pozwalam sobie stwierdzić, że przy rosnących kosztach ubezpieczenia, wartość obiektów zabytkowych w polisach jest niedoszacowana. Mamy też do czynienia z groźną dla właścicieli zabytków praktyką agentów ubezpieczeniowych; kiedy był czas powodzi, to usztywniali swoje stanowisko w stosunku do obiektów położonych nad rzekami. Teraz płoną lasy, więc przewiduję trudne rozmowy przy ubezpieczeniach za rok 2027, bo wiele zabytków graniczy z terenami leśnymi. Może MKiDN podejmie w tej sprawie rozmowy z liderami rynku ubezpieczeń?

Dziękuję Autorkom za możliwość zapoznania się z ciekawym tekstem. Mam nadzieję, że Panie uznają moje uwagi za przejaw mojego dla nich szacunku. Warto wspólnie podjąć starania, by zdanie „W konsekwencji organy ochrony zabytków nie mają ani narzędzi do realnego wspierania obywateli, ani takich możliwości organizacyjnych” (str. 11) przeszło do historii.

Ryszard Kruk