XX jubileuszowe Warszawskie Targi Sztuki za nami - czekamy na XXI

Za czym ta kolejka? Zapewne pamiętacie tę scenę z kultowego filmu „Miś”. Taka myśl mnie naszła, kiedy stałem w sporym tłumie czekającym na otwarcie XX Warszawskich Targów Sztuki. I, jak się domyślacie, tłum nie czekał na filmowe parówki, a na wejście na fascynujące pole sztuki. Towarzyszę rosnącym pod względem znaczenia i powierzchni Targom od lat, kiedyś w Arkadach Kubickiego, dzisiaj w Expo przy Prądzyńskiego, gdzie 120 stoisk ulokowało się na prawie 4000 m2. Mój wielki szacunek dla Kamy Zboralskiej za znakomite i rozważne sterowanie stroną programową tego ważnego wydarzenia. Kama zna mój pogląd. Jedyna uwaga to zachwianie równowagi w prezentacji sztuki dawnej i współczesnej; z roku na rok akcent mocno przechylił się w kierunku tej drugiej, ze stratą jednak dla syntezy, która chyba mieści się w idei przewodniej Targów. Zabawne: jeden z wystawców, wychodząc na przeciw temu postulatowi, zawiesił w swoim stoisku nowoczesny obraz w antycznej ramie.
Z paneli i kuluarowych rozmów wynika, że uczestnikom Targów towarzyszyła świadomość, że XX Targi odbywają się w przełomowym momencie dla polskiej kultury. Zacytuję Piotra Kosiewskiego, który na łamach „Tygodnika Powszechnego” w artykule Jak odzyskać kulturę (bez znaku zapytania) stwierdza: Osoba, która zastąpi Piotra Glińskiego, musi na nowo zdefiniować politykę kulturalną państwa i funkcje ministerstwa. Dodaje jednak także: Nie może to być powrót do sytuacji sprzed rządów PIS-u. W szukaniu nowej drogi potrzebne jest zaangażowanie szerokiego spektrum społeczeństwa. Nadzieję upatruję w tych trzech ćwierciach naszej populacji, która poszła głosować. Nieobojętny tej grupie jest los kraju, a kultura jest przecież jego osią. Od mądrości tych, co będą u sterów kultury, zależy, czy to obywatelskie zaangażowanie w losy kraju potrafią podtrzymać. Oby, bo więcej i więcej i jeszcze więcej potrzeba obecności głosów społecznych w sprawach kultury. Gdyby ich słuchano pewnie nie zabetonowano by nam rynków miast, w tym zabytkowych. Dzisiaj, rozwijając myśl Kosiewskiego i jego liczne zasadne pytania i wątpliwości, nie chodzi o to, aby ten beton wszędzie zrywać, ale aby takich błędów nie powtarzać i na tym, co już jest, potrafić konfrontować się ze swą przeszłością oraz rozmawiać o niej, nie uciekając od teraźniejszości. Natomiast jeśli chodzi o cechy ministra kultury, to albo winna to być osoba, która rozumie znak dany w wyborach przez społeczeństwo, albo otoczy się i posłucha tych, którzy go prawidłowo odczytali. Tertium non datur! Do zobaczenia na XXI Targach!